Ogłoszenie



Po wielu pertraktacjach z własnym sumieniem – powracam. Jeszcze bardziej zdeterminowana, by przywrócić do życia nie tylko wszystkich Śmierciojadów, ale, o zgrozo!, nadać im imiona, dorzucić niezależne osobowości i zdrową dawkę logicznego myślenia.

Nie wszyscy Ślizgoni to gumochłony intelektualne, tak jak nie wszyscy Gryfoni są do bólu czarno-biali.

Dobrze wiecie, czego się po mnie spodziewać i dobrze wiecie, że nigdy nie znikam na długo ;) Marzenia o własnych projektach zniknęły tak szybko, jak tylko Snape znów zastukał do moich drzwi i zarządził uzupełnienie kolejnego rozdziału swojej burzliwej historii. Pełna uwielbienia oczywiście się zgodziłam, ale nie byłabym Ślizgonką, gdybym nie dorzuciła też czegoś od siebie. Przygotujcie się na akcję, nowe postaci, krytyczne zmiany w historii, aurorskie pościgi, pojedynki, mroczne czasy, deptanie kanonu i całkowicie zbijające z tropu zwroty akcji.

Przesadzam?

Po tym jak wrzuciłam Severusa w otchłań czasoprzestrzeni śmiem twierdzić, że chyba nic bardziej kosmicznego nie wymyślę.

Przynajmniej na razie.

xoxo
Oleńska

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział trzeci


Антонин Долохов1

Gdy tylko przekroczyła próg domu, Anastazja wiedziała, że coś jest nie tak. Negatywną energię po prostu dało się wyczuć w powietrzu. Instynktownie skierowała swoje kroki do kuchni, gdzie znalazła swoją starszą siostrę, całą we łzach, i babcię, z filozoficznym spokojem i bez pomocy różdżki lewitującą do blendera kostki lodu. Madame Oleńska pstryknęła głośno palcami, klapka zaskoczyła sama, a do nosa Anastazji doszedł ostry zapach tequili z cytryną. No tak. 
– Łzawe margarity? – zapytała ponuro, dobrze wiedząc, na które konkretnie smutki Tatiany przygotowywały zawsze te konkretne drinki. Na dźwięk głosu swojej siostry Tatiana podniosła głowę i uśmiechnęła się przez łzy, ocierając zapuchnięte oczy.
– Sestra2! Chodź no tu zaraz – pociągając nosem wstała szybko i uściskała Anastazję, przy okazji zostawiając jej na koszuli ślady tuszu do rzęs. 
– Jak zwykle okazał się szubrawcem – poinformowała młodszą wnuczkę hrabina, zanim Anastazja w ogóle zdążyła zapytać, i podała jej kieliszek z żółtym drinkiem.
– Babciu, jest trzecia po południu! – oburzyła się trochę Anastazja.
– A niech mnie, no to w Moskwie już czas najwyższy na drinka! Na zdrowie! 
Tatiana zaśmiała się przez łzy i wypiła od razu pół kieliszka. 
– Powiem ci, siostro, że nie masz co się smucić, że nie randkujesz. Faceci to prosiaki! Paskudne, zdradzieckie knury, ot co! – Zaczęła grzebać w torebce, szukając papierosów. Ogólnie zachęcona dekadenckim nastrojem, również babcia przywołała zaklęciem swoją czarną fifkę. Po chwili obydwie ze starszą wnuczką zaciągnęły się dymem i usiadły przy stole. Anastazja dołączyła do nich, siorbiąc drinka.
– Więc co się tym razem stało? Myślałam, że zostajesz w Nowym Jorku… – zaczęła znowu temat. Tatiana prychnęła i odrzuciła do tyłu swoje imponujące, rude włosy.
– Proszę cię! Moja noga na długo nie postanie wśród tych beznadziejnych Amerykanów! Mówię ci, siostra – nigdy w życiu nie pakuj się w mugolskie towarzystwo. Oni wszyscy mają swoje pokręcone problemy i intrygi nie z tej planety. Nie uwierzyłabyś, kto tam sypia z kim!
Anastazja bez namysłu uznała, że chyba wcale nie chce wiedzieć.
– Z czarodziejami przynajmniej wiadomo, że chodzi o czystość krwi albo przynależność do… Jakiejś tam szkoły! – perorowała dalej Anastazja, trzymając papierosa między palcami i potrząsając ręką. – Wszyscy to wiedzą. Jesteś magiczna? Masz bilet wstępu! Żebyś tylko wiedziała, jak musiałam się nagimnastykować, żeby wbić się w nowojorskie towarzystwo! Mówię wam – Paryż! Paryż to przy tym mały pikuś. – Zaciągnęła się znowu, a Anastazja poczuła zapach goździków. Tatiana nigdy nie paliła tanich papierosów. – No a do tego, szczyt szczytów, wszyscy wiedzieli, że ten prostak miał żonę!
– Ludwik?
– Ludwik, no a kto! Który od dziś będzie znany jako Fatalny Louie! – zadecydowała Tatiana i wypuściła energicznie dym z ust, dopijając drinka. – Dolej mi, kochana. 
Anastazja podeszła do blendera i pokręciła głową, przypominając sobie innych, bardzo wymyślnie przechrzczonych, facetów swojej siostry: Mizogin Michael, Koszmarny Borys, Tragiczny Tom, Zdradziecki Steve, teraz Fatalny Louie… No i nie zapominajmy o królu Góry Kretynów (jak nazywała ich Tatiana): Bezjajeczny William Weasley. Jej siostra dobrze pamiętała najstarszego z braci Weasley, który kompletnie skradł serce Tatiany. Żadnemu przed nim ani po nim drugi raz się to nie udało. 
Siedziały tak i rozmawiały o mężczyznach prawie do północy. Kiedy Tatiana wypaliła całą paczkę i skończyła im się tequila, hrabina Oleńska wyciągnęła swoją wysłużoną talię tarota, na co wnuczki ożywiły się wyraźnie. Tatiana jak zwykle poprosiła, by powróżyć jej na miłość, ale tym razem babcia przetasowała szybko talię i wyciągnęła ją w stronę Anastazji.
– Weź i przełóż lewą ręką.
Zrobiła jak jej kazano. Oleńska zaczęła wykładać duże, bogato zdobione karty z powrotem na stół. Jej talia była magiczna, zdobiona złotą farbką na brzegach i z ruchomymi ilustracjami, które wyglądały niemal jak żywe.
– Papieżyca. – Hrabina pokiwała głową z zadowoleniem. – Jesteś na dobrej drodze do sukcesu, moja mała. O! I Gwiazda. – Karta przedstawiała młodą, nagą dziewczynę, klęczącą na lewym kolanie i wylewającą wodę z dwóch dzbanów pod rozgwieżdżonym niebem. Obydwie siostry wpatrywały się w kartę jak urzeczone. Wiele razy widziały już tę talię, ale jej kunsztowne rysunki nigdy nie przestawały zachwycać.
– Co oznacza Gwiazda? – zapytała Tatiana.
Starsza pani zaciągnęła się powoli papierosem i strzepnęła popiół do usłużnie podstawionej przez Ingmara popielniczki.
– Zaraz zobaczymy… – Na stole pojawiły się trzy kolejne karty. Diabeł, Pustelnik i Wieża. Anastazja aż się odsunęła, gdy spojrzała w oczy Diabła z karty. Śmiał się szyderczo, otoczony płomieniami, siedząc na tronie z czaszek i kości. Na kolanach miał wielkiego węża, który oplatał mu nogi. Pustelnik stał nad brzegiem jeziora; wysoka, chuda postać w czarnej szacie z kapturem. Nie było widać jego twarzy, a światło księżyca odbijało się w migoczącej tafli wody.
Tatiana przełknęła głośno ślinę, gdy hrabina wyciągnęła ostatnie dwie karty: nagich Kochanków i Sprawiedliwość: boginię Temidę, która siedziała na złotym tronie, z wagą w jednej ręce i mieczem w drugiej. Jej surowy wzrok napotkał spłoszone spojrzenie Anastazji, która przez chwilę zapomniała, że patrzy po prostu na magicznie ożywiony rysunek.
– Co to wszystko znaczy? – zapytała cicho.
Babcia przesunęła dłonią po karcie Pustelnika i Gwiazdy.
– Gwiazda to powrót do źródeł. Będzie ci potrzebne dużo energii, moja mała, żeby zmierzyć się z Diabłem. – Postukała palcem w mroczną kartę. Płomienie wokół koszmarnego tronu potwornego bohatera karty zatańczyły złowieszczo, a on znowu zaniósł się bezgłośnym, szyderczym śmiechem. – Pustelnik to samotny mężczyzna, który przyjdzie ci z pomocą. Ty jesteś Wieżą –  los gotuje ci terapię wstrząsową, moja droga.  Widocznie nic innego nie podziała, ty uparta wiedźmo! – Zgasiła papierosa w popielniczce i spojrzała wnuczce prosto w oczy. Anastazja zawsze bała się tego ostrego, babcinego spojrzenia. Miała wrażenie, że umie odczytać jej każdą myśl (prawdopodobnie tak było, swego czasu w Durmstrangu nauczano legilimencji). Zastanawiała się, kto też może być Pustelnikiem? W jej życiu nie było zbyt wielu mężczyzn, a już zwłaszcza nie takich, którzy chcieliby jej iść z pomocą.
– Więc… Coś wisi w powietrzu? – zapytała niepewnie młodsza z sióstr.
– Tak! W końcu poznasz jakiegoś faceta! – zawołała Tatiana, podnosząc kartę Kochanków. – Wszystko będzie dobrze, chodźmy spać! W powietrzu wisi tylko nikotyna.
Babcia uśmiechnęła się pod nosem i zebrała karty.

 **  

Siostry ułożyły się w swoim wielkim łóżku, w sypialni, gdzie spędziły pół bardzo szczęśliwego dzieciństwa. Tatiana spojrzała na siostrę w ciemności i odetchnęła głęboko.
– Wybaczyłaś naszej matce? Że nas zostawiła? – zapytała szeptem, a Anastazja odwróciła się do niej przodem.
– Co to w ogóle za pytanie? Co cię naszło?
– Odpowiedz, nie burz się tak! Wypiłam za dużo…
Anastazja milczała chwilę, aż w końcu odpowiedziała, bardzo cicho.
– Czasem jej wybaczam. Ale czasem jej nienawidzę.
– Ja też – wymruczała Tatiana i ziewnęła szeroko. – Ciekawe, kim był nasz ojciec, że aż tak go kochała…
– Gdyby go tak kochała, to miałybyśmy chociaż jego nazwisko. A teraz śpij w końcu! – Nagle zirytowana, Anastazja odwróciła się tyłem do siostry i udała, że zasypia. 

 **  

lipiec, 1995
Pomimo wszelkich, wieloletnich starań swojej matki, Nimfadora Tonks zwyczajnie nie umiała być damą. Andromeda liczyła, że jej córce uda się pewnego dnia wyrosnąć z potykania się o własne nogi, ale dziś wyraźnie nie był ten dzień. Zaraz po wejściu do zapuszczonego hallu Grimmauld Place 12, Tonks przewróciła stojącą przy drzwiach nogę trolla, służącą za stojak na parasole, z której wyleciały laski, połamane druty, stary bat jeździecki i Merlin wie, co jeszcze. Zebrani w hallu zamarli, czekając na nieuniknione. Zaraz potem pełną napięcia ciszę rozdarł przeraźliwy, infernalny i pełen inwektyw wrzask Walburgi Black. Kotary przy jej portrecie zafalowały i rozsunęły się, łopocząc złowrogo niczym piracka flaga na wietrze. Skrzaty hrabiny Oleńskiej zasłoniły uszy, Syriusz już ruszył do kuchni po Dumbledore’a, ale zanim ktokolwiek zdążył bardziej stanowczo zareagować, starsza pani stanęła naprzeciwko portretu i jej ostre spojrzenie napotkało maniakalne oczy pani Black. 
– Walburgo Black, jeśli natychmiast nie przestaniesz wydzierać się jak stare prześcieradło, wszyscy się dowiedzą, co chowasz w czerwonym kufrze na strychu! – powiedziała hrabina, tonem nieznoszącym sprzeciwu. Na chwilę zapanowała cisza, a zaraz potem twarz na portrecie wykrzywiła się w straszliwą maskę wściekłości.
– Ty podła…! – Tu z ust Walburgi padł szereg szczególnie koszmarnych klątw, których nie słyszano nawet na Nokturnie, po czym kotary portretu znów załopotały wściekle i zasłoniły się same. Napięcie, które nastąpiło później, można by kroić nożem. I wtedy, ku zaskoczeniu wszystkich, Oleńska wybuchnęła głośnym, perlistym śmiechem. Wszystkie pary oczu zwróciły się w jej stronę, uznając najwyraźniej, że traumatyczne przeżycia tego dnia musiały doprowadzić starszą panią do obłędu.
– Ach, Walburga, ta stara prukwa! – oznajmiła niespodziewanie, a jej twarz zaraz na powrót stężała. Dziś nie była w nastroju do znoszenia cudzych humorów. Nie po tym, jak jakiś maniak wysadził cały jej dom w powietrze! 
Zebrane w hallu towarzystwo było nieco zmieszane. Nieczęsto słyszało się, by jedna czarodziejska arystokracja wyrażała się w ten sposób o drugiej czarodziejskiej arystokracji. To znaczy: nie przy świadkach. Poza tym, nikomu dotąd nie udało się uciszyć pani Black bez zaklęć i wszyscy, jak jeden mąż, zastanawiali się, co też może kryć się w czerwonym kufrze na strychu. Molly Weasley dziękowała w duchu, że jej bliźniacy nie byli świadkami tej wymiany zdań, bo inaczej mogłaby się ich spodziewać majstrujących przy kufrze w pierwszej kolejności.
Po chwili ogólnej konsternacji Syriusz Black ożywił się wyraźnie, rozradowany natychmiast podał hrabinie ramię, jak prawdziwy gentleman, którego umiał czasem udawać, komplementując jej kapelusz i oficjalnie witając w swoich skromnych progach. Nie stracił widać w Azkabanie wrodzonego wyczucia prawienia odpowiednich komplementów, ponieważ Oleńska z gracją przyjęła jego ramię i sprężystym krokiem oboje ruszyli przodem do kuchni. Nie wiedząc, co właściwie mają ze sobą zrobić, wnuczki podążyły za babcią, a Molly Weasley ogłosiła gromko, że zaparzy więcej herbaty.

 **  

– A potem?
– Babcia… Transmutowała sobie rękawiczki w kapelusz. – Tatiana potarła skronie palcami, nie wierząc jeszcze do końca w to, co się stało.
Babcia posłała jej pełne wyrzutu spojrzenie.
– Chyba nie sądzisz, że pokazałabym się bez kapelusza?! Nie w takich okolicznościach!
– Mogłyście obydwie zginąć i martwiłaś się właśnie o kapelusz?! Babciu, ktoś wyczarował nad gruzami mroczny znak! MROCZNY! ZNAK! A ty się martwisz o…! Nie, ja nie wytrzymam! I czy ktoś nam w końcu powie dlaczego Śmierciożercy mieliby w ogóle wysadzać w powietrze nasz dom?! – Anastazji powoli puszczały nerwy. 
Była na siebie wściekła. Broniła właśnie swój dyplom, to znaczy… Obroniłaby, gdyby profesor Merrick przestał się ukrywać i odmawiać zostania odnalezionym, gdy nagle przyszli po nią aurorzy. Nie powiedzieli jej nic. Kompletnie nic! Poinformowali ją tylko enigmatycznie, że zagraża jej śmiertelne niebezpieczeństwo, a potem teleportowali się z nią na Grimmauld Place 12. Jeden z aurorów, bardzo wysoki i wyraźnie głównodowodzący, wyraził tylko swoje najgłębsze współczucie w związku z wypadkiem, o którym jeszcze nic nie było jej wiadomo. Anastazja na chwilę poczuła, jak jej żołądek zamienia się w bryłę lodu. „Najgłębsze wyrazy współczucia.“ To samo słyszały z siostrą od gości na Boże Narodzenie u hrabiny. To było pierwsze Boże Narodzenie bez mamy.
Molly Weasley dolała hrabinie więcej mocnej, słodkiej herbaty i położyła współczująco rękę na ramieniu Tatiany. Anastazja nie puszczała dłoni swojej siostry, która nadal trochę się trzęsła i dotąd jeszcze nie powiedziała ani słowa. I nic dziwnego, nie byłoby tu jej ani ich babci, gdyby Ingmar i Bergman, nastawione wyłącznie na ochronę i służbę swojej rodzinie, nie teleportowały ich w porę z walącego się domu.
– Moja kochana, i tak nie mogłabyś nic zrobić. – Babcia wzięła Anastazję za wolną rękę i ścisnęła opiekuńczo. Potem rzuciła Minerwie McGonagall bardzo stanowcze spojrzenie.
– Muszę porozmawiać z Albusem.
– Z dyrektorem? Czego nam nie mówisz? – Anastazja czuła, że zaraz zemdleje. Przestała myśleć, wszystko nagle zamieniło się w nieskończony szereg pytań. Co się dzieje?! Od zakończenia Turnieju Trójmagicznego „Prorok Codzienny“ wyśmiewał Harry’ego Pottera i jego usilne przekonanie, że Lord Voldemort powrócił, a teraz Śmierciożercy latają wesoło dookoła wysadzając cudze domy, okazało się, że masowa ucieczka z Azkabanu w ogóle nie miała nic wspólnego z Syriuszem Blackiem…! Który jak gdyby nigdy nic siedział po drugiej stronie stołu i częstował jej babcię ciastkami…!
– Muszę… się przewietrzyć – powiedziała cicho Anastazja i wstała. – Gdzie masz papierosy? – zapytała swoją siostrę, a ta posłała jej mroczne spojrzenie. No tak. Idiotka! Wszystko wyleciało w powietrze!
– Panno Hexwood, myślałem, że ten szlaban na szóstym roku skutecznie oduczył panią palenia. – Nagle do kuchni wszedł ktoś, kogo Anastazja w życiu by się tam nie spodziewała. To wszystko zaczynało być aż nadto surrealistyczne! Zaśmiała się nerwowo. No tak! Czemu by nie? Czemu by akurat nie on?
– Profesor Snape? – Tatiana wstała chwiejnie i przytrzymała się stołu. Na policzku miała jeszcze sporą smugę sadzy i wyglądała doprawdy żałośnie. 
Opiekun Slytherinu rzucił siostrom ostre i badawcze spojrzenie, pod którym Anastazja instynktownie lekko się skuliła. I wtedy Snape zrobił coś, czego nie spodziewał się nikt: wyjął papierosy z kieszeni płaszcza, położył dłoń na ramieniu Tatiany, skinął głową na Anastazję i wyprowadził je z kuchni.
– Przejdziemy się – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.

 **  

– Severusie, czy to było naprawdę rozsądne? – McGonagall zacisnęła usta w wąską linię.
– Sugerujesz, że te dwie będą się teraz przejmować rakiem płuc? Na Merlina, Minerwo, jedna prawie dziś wyleciała w powietrze!
– Nie staraj się być wobec mnie ironiczny, Severusie! Wychodzenie na zewnątrz. Ktoś mógł tam…
– Na nas czyhać? – Snape uśmiechnął się wrednie.
McGonagall parsknęła drwiąco.
– Nie przypuszczałam po prostu, że zobaczę dzień, kiedy przejąłbyś się drugą osobą. Następnym razem nie musisz być taki rycerski.
Snape posłał jej mroczne spojrzenie. Wyraźnie testował, które zrobi w końcu na starszej czarownicy jakiekolwiek wrażenie.
– Jedna z nich była przecież w moim Domu – wycedził. – Wszyscy wiedzą, że faworyzuję Ślizgonów i takie tam bzdury! – odburknął i poszedł z powrotem do kuchni.
Tam natomiast trwała zażarta dyskusja, bo w międzyczasie zdążyli przybyć Dumbledore i Alastor Moody, wobec którego, Anastazja musiała to przyznać, jej babcia zachowywała się co najmniej dziwnie. Nigdy wcześniej nie widziała, żeby była dla kogoś tak… Miła! Usiadła koło starszego aurora i rozmawiała z nim przyciszonym tonem o tym, co się właśnie wydarzyło, pytając go o opinię. O opinię! Anastazja nigdy w życiu nie słyszała, żeby jej babcia kogokolwiek pytała o cokolwiek – jej babcia nie wierzyła nawet w instytucję napiwków! Moody siedział przy niej bardzo blisko i kilka razy poklepał ją nieco niewprawnie po ramieniu. Tymczasem Anastazja poczuła, jak ktoś obejmuje ją od tyłu.
– Jak się trzymasz, co? – odezwał się znajomy głos.
– Tonks… – odwróciła się z wyraźną ulgą do przyjaciółki i odwzajemniła uścisk. W tym całym zamieszaniu kompletnie o niej zapomniała.
– Jak się trzymasz, hm?
– Nijak…
– Widzę właśnie.
Tym razem włosy młodej aurorki miały kolor gumy balonowej. Kiedy widziały się tydzień temu na Pokątnej, były żółto–pomarańczowe. Z jakiegoś powodu te jaskrawe barwy wywołały w Anastazji jakiś dziwny spokój.
– Jakoś to będzie. Mi na szczęście nic… A Tatiana poszła się na razie położyć. – Instynktownie usprawiedliwiła nieobecność siostry. Spojrzała kontrolnie na Snape’a, który jak gdyby nigdy nic usiadł przy stole. Molly Weasley skwapliwie nalała mu filiżankę herbaty, co Severus z równą skwapliwością zignorował. Stojący w kącie Syriusz Black skręcał papierosa i posyłał mistrzowi eliksirów nienawistne spojrzenia. 
– Ach, jest i młodsza panna! – Alastor Moody zwrócił w stronę Anastazji swoją pokiereszowaną bliznami twarz. Jego magiczne oko wykonało gwałtowny obrót wokół własnej osi.
– Anastazja – przedstawiła się krótko i usiadła przy stole. 
– Podobna – mruknął Moody, jak gdyby zawiedziony, i zwrócił się do Dumbledore’a, który przymknął na chwilę oczy.
– Podobna do kogo? – zapytała Anastazja, kompletnie zbita z tropu, patrząc po zebranych. Nikt nie odpowiedział. Nawet hrabina, co do niej niepodobne, nie skomentowała uwagi aurora. Mięła pod stołem strzępek gazety. Anastazja wbiła w nią usilne spojrzenie, chcąc zwrócić jej uwagę.
– Babciu?
Dagmar Oleńska pokręciła tylko głową i rzuciła na stół wyrwaną i wymiętoszoną pierwszą stronę „Proroka Codziennego.“ „Wielka ucieczka z Azkabanu!“, głosił znany już wszystkim dobrze nagłówek sprzed dwóch tygodni. Jedno zdjęcie czarnowłosego czarodzieja o maniakalnym spojrzeniu i pociągłej twarzy zostało zakreślone czerwonym mazakiem. Na ruchomej, magicznej ilustracji czarodziej patrzył pogardliwie na czytelnika, marszcząc bujne brwi i krzywiąc wąskie usta w psychotycznym uśmiechu. Anastazja nic z tego nie zrozumiała.
– Kto to jest?
– Antonin Dołohow. – Moody wskazał go palcem i postukał. – Skurwiel jakich mało.
Molly Weasley zasłoniła dłonią usta i pokręciła szybko głową. Tonks zaraz się zerwała i objęła ją ramieniem. Anastazja nadal nie wiedziała, co dokładnie się tu dzieje i co ma z tym wspólnego jakiś obmierzły Śmierciożerca, na widok którego jedyna jeszcze osoba wśród nich, która dotąd zachowywała spokój i roztaczała wokół pozytywną energię, teraz reagowała… Nawet nie dało się opisać tego żalu w jej oczach. 
– Kto to jest? – powtórzyła Anastazja. – Co my mamy z tym wspólnego? I nasza babcia? Co się dzieje? Dyrektorze? – Czuła na sobie przeszywający wzrok Snape’a, ale nie odważyła się spojrzeć w jego stronę. Z jakiegoś powodu w jego towarzystwie wciąż czuła się nieswojo.
– Jesteśmy Zakonem Feniksa – wyjaśnił powoli Dumbledore. – Organizacją, która walczy z Voldemortem i jego poplecznikami. Twoja babcia… Odgrywała w nim sporą rolę podczas pierwszej wojny. A ten mężczyzna, Antonin Dołohow… Podejrzewam, że to on zaatakował wasz dom. Bardzo mi przykro, moja droga. Naprawdę.
Hrabina wzięła głęboki wdech i spojrzała na zszokowaną wnuczkę, która nie wiedziała co na to wszystko odpowiedzieć. Na wszystko, co dobre, jasne i puchońskie, była tylko specjalistką od numerologii i okazjonalnego eliksiru na przeziębienie, jej babcia nigdy nie chwaliła się byciem bohaterką wojenną, dlaczego jakiś Śmierciożerca miałby w ogóle atakować jej rodzinę…?! I dlaczego Snape od pięciu minut nie spuszcza z niej wzroku?!
– Zakon potrzebował informacji o byłych uczniach Durmstrangu. Wśród rosyjskich polityków wielu było sympatykami Voldemorta – wyjaśniła nagle Oleńska. – Byłam na miejscu, w Rosji. Dzięki mojemu trzeciemu mężowi obracałam się w takim, a nie innym towarzystwie… Więc zbierałam relacje z pierwszej ręki.
– Dagmar przekazywała je mnie – wtrącił się Szalonooki. – Dzięki niej udało nam się złapać większość Śmierciożerców ukrywających się w Rosji. 
– Ale nie zauważyłam jednego, który był tuż pod moim nosem! – Nieoczekiwanie, hrabina zacisnęła dłonie w pięści i wzdrygnęła się silnie.
Anastazja powoli otworzyła i zaraz potem zamknęła usta.
– Antonin Dołohow? – zapytała w końcu. Babcia pokiwała szybko głową. – No dobrze… Co on ma z tym wszystkim wspólnego? Co ma z nami wspólnego?
– Poznał twoją matkę w Durmstrangu. Zabrał ją ze sobą do Anglii, kiedy… Kiedy Voldemort zaczął rosnąć w siłę. 
Anastazja czuła, jak wszystko wokół niej na przemian zwalnia, to znów wiruje. Zrobiło jej się niedobrze. Jak to? Czy to znaczyło…?
– Czy mama…?
– Nie! – Hrabina spojrzała na nią ostro i gwałtownie. – Nigdy! Twoja matka najwyraźniej była idiotką, ale nie aż taką!
– Babciu!
– Nie oburzaj się tak! – Oczy hrabiny zalśniły gniewem. – Moja córka nigdy nie była święta, ale wtedy wpakowała się prosto w samo w gniazdo węży! I należą jej się dzięki tylko za to, że ocaliła was dwie przed tym psycholem!
– Przed… Przed Sama-Wiesz-Kim? – Głos Anastazji stał się słaby i zachrypnięty.
– Przed waszym ojcem! – Babcia dźgnęła palcem leżącą na stole stronę z gazety. Dołohow wyszczerzył się ze zdjęcia szyderczo. Anastazja zerknęła na niego ukradkowo, ale zaraz odwróciła wzrok. Nie mogła na niego patrzeć. Te oczy… Jego czarne włosy, tak podobne do jej własnych i tak niepodobne do Tatiany! Zepsute zęby, maniakalny uśmiech jak u samego diabła.
Diabeł… Karty! Anastazja poczuła, jak ściany kuchni Blacków zaczynają nieubłaganie i gwałtownie wirować.

 **  

Leżały na łóżku w pokoju gościnnym i od godziny nie odezwały się ani słowem. Włosy Tonks zmieniły kolor na uspokajający odcień głębokiej zieleni. Anastazja trzymała Tatianę za rękę i nie puszczała ani na chwilę. Teraz żadna z nich nie mogła już rozprostować palców. Wpatrywały się w brudny baldachim ogromnego łóżka i żadna z nich nie miała ochoty przerywać ciszy. Wiedziały, że jeśli to zrobią, będą musiały porozmawiać, a na to zwyczajnie żadna z sióstr nie miała siły. Nagle spokój ich kontemplacji przerwało pukanie. Do pokoju wszedł Snape, z miną jak zwykle niewyrażającą niczego.
– Panno Hexwood – zwrócił się do Tatiany. – Czas na nas.
Siostry spojrzały po sobie i poczuły jednocześnie nagły skurcz w gardle.
– Nic mi nie będzie. – Tatiana usiadła i pocałowała Anastazję w czubek głowy. Usiadła, włożyła buty i kiwnęła Snape’owi głową. Ten, czując się wyraźnie nie na miejscu, nie odwzajemniał jej spojrzenia. Patrzył wciąż twardo na jej siostrę. Anastazja poczuła nagły przypływ gniewu. Miała dość tego spojrzenia, które teraz zaczęła interpretować na sto różnych sposobów. Czy ten dupek naprawdę uważa, że to wszystko jest jej winą, bo z nich dwóch jest podobna do psychotycznego ojca, którego nawet nie zna i znać nigdy nie chciała? Wstała, podeszła boso do siostry i wyszeptała jej na ucho:
– Niedługo cię zobaczę.
Prawie czuła, jak mistrz eliksirów przewraca za nią oczami. Tatiana uśmiechnęła się smutno i pokiwała głową.
– Tak. Niedługo.
Obydwie wiedziały, że kłamią, ale uściskały się tylko na pożegnanie i nie powiedziały nic więcej.




______________________________
1 (ros.) Antonin Dolohov 
2 (ros.) siostra

1 komentarz:

  1. To się porobiło! Szkoda, że nie zdążyły na koniec porozmawiać, to byłoby interesujące. Za to ich babcia wyraźnie robi maślane oczy Do Moody'ego, jesli to nie jest zauroczenie to na pewno głęboki podziw.

    OdpowiedzUsuń